poniedziałek, 6 czerwca 2016

Majowe podsumowanie miesiąca





Maj:

  • 6 książek
  • 7 komiksów
  • 1 audiobook

    





    W końcu udało mi się zażegnać reading slump! Maj był dla mnie bardzo dobrym miesiącem, który właściwie minął całkowicie pod znakiem Kapitana Ameryki. Nie tylko ze względu na film i moje podekscytowanie z nim związane. Raczej przez rozmowy ze znajomymi, pokojowe dyskusje na temat wyboru strony konfliktu i nad tym, która wersja Civil War podobała nam się najbardziej (a do wyboru mieliśmy dwie komiksowe i jedną filmową). 

Majówka u babci na końcu świata!




Majówkę zaczęłam świetnym Adeptem Adama Przechrzty, którego serdecznie polecam fanom klimatów stalkerowsko-alchemiczno-historycznych. Pochłonęłam tę książkę właściwie w 2 dni. W trakcie miałam wielkiego banana na mordce, bo fascynuje mnie historia cara Mikołaja II i jego rodziny. A u Przechrzty możemy spotkać nie tylko cara i jego małżonkę ale również samego Rasputina!







    To również miesiąc, w którym okazało się, że zostałam przyjęta do ekipy portalu efantastyka.pl !! Trzymajcie kciuki, żeby byli ze mnie zadowoleni! Ponadto zaliczyłam swój pierwszy udział w konferencji i pierwszą publikację pełnoprawnego, samodzielnego artykułu naukowego! 

Odsyłam Was kochani do mojej recenzji, która ukazała się tutaj: Klik.

Książka, w której okazały się artykuły naukowe uczestników Studenckiej Konferencji Dziejów Wojskowości.

    W maju udało mi się dojść do tego, kiedy zarwałam swoją pierwszą noc nad książką. W wieku 14 lat 4 lutego 2007 roku, w szóstej klasie szkoły podstawowej, Eragon Christophera Paolini pochłonął mnie całkowicie. Na drugi dzień trzeba było pójść do księgarni, żeby mieć, co czytać. Kupiłam wówczas Równoumagicznienie. Książka przeleżała u mnie na półce 9 lat, w końcu się za nią zabrałam i moi drodzy, nie żałuję! Właściwie dobrze, że Terry Pratchett czekał na mojej półce tak długo, wcześniej na pewno nie miałabym z jego książki takiej radochy! Swoją przygodę ze Światem Dysku zaczęłam od Cyklu o wiedźmach. Na zdrowie mi to wyszło! Teraz siedzę i zacieram łapki, bo wakacje tuż za rogiem a w bibliotece znajdę wszystkie opowieści ze Świata Dysku! Jeśli też chcielibyście zacząć przygodę z Pratchettem polecam wam zajrzeć TUTAJ, żeby zdecydować, od czego chcecie zacząć.



    Przygodę z recenzowaniem dla portalu efantastyka.pl zaczęłam od świetnego audiobooka i bardzo dobrej młodzieżówki, których recenzje pojawią się na EF lada chwila, tym czasem w zdjęciu poniżej lekki spoiler do tego, o czym będziecie mogli przeczytać.


     Pod koniec miesiąca powiało chłodem (pomimo prawie tropikalnego klimatu za oknem) przez ostatnią odsłonę Serii z komisarzem Forstem. Trylogia Remigiusza Mroza zdecydowanie ma swoje wady i zalety, jednak polecam ją każdemu! Zwłaszcza tym, którzy chcą dopiero rozpocząć swoją przygodę z kryminałem, tak jak ja. Co prawda jest i przykro, że to moje ostatnie spotkanie z Wiktorem Forstem ale... UWAGA ZDANIE POD ZDJĘCIEM TO POTENCJALNY SPOILER...


Gdy skończyłam czytać poczułam, jakby Szczecin rzeczywiście leżał na końcu świata.
    Podobnie jak w zeszłym miesiącu ostatnią książką, po którą sięgnęłam była młodzieżówka Maggie Stiefvater. W serię Raven Boys wciągnęłam się bez reszty. Jest dokładnie taka, jak seria młodzieżowa być powinna. Wątek miłosny nas tu nie przytłacza, nie rzuca się w oczy i nie kształtuje fabuły. Jest tu magia, która występuje tu w sposób subtelny ale wyraźny. No i kocham tych bohaterów! Muszę przyznać, że jedna informacja, którą poznałam w tym tomie troszkę mnie zdziwiła. Ci, którzy czytali, pewnie domyślają się, o czym mówię. Nie mogę się doczekań kolejnej części! No ale muszę troszkę chyba zwolnić tempo, bo czwarty i ostatni tom wciąż jest w tłumaczeniu. A długiej rozłąki z sympatyczną grupą młodych poszukiwaczy pewnie nie zdzierżę... 


    Jeśli chodzi o komiksy, to skompletowałam w końcu Wiedźmina, więc przeczytałam sześć komiksów jeden po drugim. Na dokładkę dołożyłam drugi tom Chew, czyli Międzynarodowy smak. Obie serie komiksowe serdecznie polecam!

poniedziałek, 2 maja 2016

Kwiecień plecień, co przeplata...

    Jedno z pewnością trzeba przyznać, tegoroczny kwiecień był bardzo przysłowiowy. Jednego dnia mogliśmy cieszyć się słońcem, zmoknąć w ulewie, żeby wieczorem relaksować się przy dźwięku gradu uderzającego w nasze okna. Taka pogoda niby sprzyja czytaniu, czy aby na pewno?


    Ponieważ z ciekawości sięgnęłam po serial, nabrałam ochoty na książki o Nocnych Łowcach. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że im dalej w las, tym jest ciekawiej. Słyszałam, że serial może zaspoilerować komuś książki, cóż... Zdecydowanie nie. Co prawda niektóre motywy są podobne, ale nie ma tu stuprocentowego, a nawet połowicznego odwzorowania. Pewnie dlatego wszelkie nadzieje, jakie fani serii pokładali w serialu zostały niespełnione. Serial już za mną a po Mieście szkła robię sobie przerwę.


    Kwiecień to dla mnie olbrzymi reading slump wywołany ostatnim sezonem serialu Luther. Dla tych, którzy oglądali powiem tylko, że na prawdę lubiłam tę postać i pozostaje dla mnie nieodżałowana tak samo jak Fred Weasley! W tym roku znowu udało nam się pojechać na Pyrkon. W końcu sprawiłam sobie dawno wypatrzonego Simbę z serii Funko Bobble Heads & Pop! Viny. Pyrkon jak zwykle ciut mnie przytłoczył swoim ogromem. Jednakże uważam, że zawsze warto przyjechać na konwent i po prostu pobyć wśród takich samych zapaleńców, jak ty sam. To dobrze robi na głowę.


Razem z psiakami korzystałam z ciepłych chwil i czytałam na tarasie.
Ponieważ reading slump nie dawał mi żyć, skupiłam się w tym miesiącu głównie na komiksach. Przeczytałam ich łącznie siedem. Po raz pierwszy sięgnęłam po Chew autorstwa John'a Layman'a i Rob'a Guillory'ego. Polecam serdecznie! To dokładnie taki klimat jak lubię; zabawnie, mocno, miejscami ostro i bez trzymanki! Oczywiście ponieważ zbliża się film musiałam odświeżyć też Wojnę domową. Więcej o konflikcie między superbohaterami z pewnością napiszę po tym, jak zobaczę film.


Team Rogers all the way!

    Pod koniec miesiąca, właściwie rzutem na taśmę, tuż przed wyjazdem na majówkę sięgnęłam po Króla Kruków Maggie Stiefvater. Muszę powiedzieć (napisać), że to kawał dobrego młodzieżowego fantasy! Chciałabym, żeby wszystkie książki z gatunku zostały napisane w ten sposób. Choć mamy tu standardowe elementy, a sama historia nie jest niczym odkrywczym, całość składa się na urokliwą i przyzwoitą opowieść. Bardzo polubiłam bohaterów i wciągnęłam się w ich poszukiwania. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy serii. 



    Na zakończenie chciałabym polecić film Hardcore Henry. Przez cały seans miałam wrażenie, że patrzę, jak ktoś gra w jakąś grę komputerową. W filmie zobaczymy dużą dawkę humoru, jeszcze większą dozę absurdu i akcję, akcję i jeszcze raz akcję. Niezniszczalni przy Henrym mogą się schować! 



Kwiecień:
  • 2 książki
  • 7 komiksów






środa, 6 kwietnia 2016

Nie mam pomysłu na bloga, Dawn of Justice i kwartał czytelniczy

 

    Chciałam napisać post o moim czytelniczym kwartale. Zebrałam listę książek, które przeczytałam podczas trzech pierwszych miesięcy roku, posegregowałam fotki, usiadłam do pisania i nic... Chociaż przeczytałam dużo fajnych rzeczy, autorów których bardzo cenię i tych, z którymi spotkałam się po raz pierwszy, to i tak wszystko blednie w porównaniu z Kochaj bliźniego swego Remarque'a (recenzja tutaj: klik.).

    Chciałam też wprowadzić stałe bloki tematyczne takie jak: Wielkie nazwiska literatury czy Zagubioną dziewczynką być czyli powrót do dzieciństwa. To też mi nie wyszło. Próbowałam skomentować film Batman v Superman: Dawn of Justice ale wszystkie sensowne słowa zdają się uciekać mi z głowy.



    Dawn of Justice jako film pozytywnie mnie zaskoczył. Pomimo niepochlebnych recenzji starałam się iść do kina z czystą głową. Ostatecznie pomyślałam sobie "do jasnej * Batman to Batman, niezależnie od tego jak zły będzie i kto go gra, zawsze będę go uwielbiać". Po seansie muszę przyznać, że Batman v Superman jest filmem o wiele lepszym od Man of steel! Affleck okazał się być całkiem spoko Batmanem (czy tylko mi w tym konkretnym filmie Affleck spodobał się bardziej od Cavill'a?), Wonder Woman poza tym, że jest jak na mój gust zbyt drobna też wypadła całkiem ok. Denerwował mnie Lex Luthor, którego zachowania przypominały raczej Jokera a nie bogatego geniusza, który ma aspiracje zawładnąć nad światem. Miałam też wrażenie, że muzyka, choć sama w sobie świetna, była źle dopasowana. No i chodzę do tej pory robiąc ciągle TA TA TA TAAM.  Film oceniam na solidne 7/10!
  

Styczeń:
  • zaczęłam od autorskiej akcji "Zacznij rok z ulubionym autorem" (szczegóły tutaj: klik.) - wybrałam oczywiście E.M. Remarque'a
  • 4 książki
  • 1 dramat
  • 3 komiksy
Miesiąc upłynął mi głównie pod znakiem Remigiusza Mroza przy Zaginięciu i Przewieszeniu. Przed wybraniem się do kina zabrałam się też za Zjawę Michael'a Punke i muszę przyznać, że książka wiele zyskuje poprzez notę historyczną.



Luty:
  • to miesiąc moich urodzin, więc po cichu miałam nadzieję, że pojawią się u mnie jakieś nowe książki
  • 4 książki
  • 1 audiobook
  • 5 komiksów
Perełkami miesiąca okazały się: przezabawny Marsjanin Andy'ego Weir'a (twórcy filmu powinni spłonąć za zakończenie!) oraz Cyngiel śmierci spod pióra Anthony'ego Horowitz'a. Odezwała się moja słabość do agenta Jej Królewskiej Mości.


Marzec:
  • miesiąc, w którym zaczyna się wiosna!
  • 8 książek
  • 1 książeczka dla dzieci

Marzec był dla mnie bardzo udanym pod względem czytelniczym miesiącem. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Ostatnia Arystokratka promowana słusznie przez Olgę z Wielkiego Buka (jeśli nie znacie, to koniecznie: klik.). By odpocząć od zwariowanych świąt udałam się do świata Narnii, nie żałuję!



A tak moja psina i sunia babci korzystają z pierwszego wiosennego słońca.



poniedziałek, 4 stycznia 2016

Erich Maria Remarque - Kochaj bliźniego swego


"Trzeba mieć mocne serce, żeby móc żyć bez korzeni..."


    Książki Remarque'a to zawsze doskonałe dialogi, piękny a zarazem lekki w odbiorze język oraz bohaterowie, których pamięta się przez lata. Dodam też, że zdecydowanie lepsze są dłuższe książki noblisty, ponieważ mógł on w pełni rozwinąć w nich skrzydła. 

    Książka opowiada o ludziach bez państwa, Żydach i mieszańcach bez paszportów, których jedyną winą było to, że się urodzili. Bez paszportu nie wolno było przekraczać granicy, nie można było nigdzie osiąść. Europa wrzała od antysemityzmu, kolejna wojna zbliżała się wielkimi krokami. Ludzi bez ważnych dokumentów odsyłano wówczas z granicy na granicę. Nikt nie brał za nich odpowiedzialności a Liga Narodów od lat bezowocnie próbowała wymyślić, co zrobić z bezpaństwowcami.

    Żyjąc w ten sposób trzeba było być zaradnym, szybko uczyć się nowych rzeczy. Zdolność do adaptacji do otoczenia była najcenniejszą cechą wśród uchodźców. Inaczej człowiek umarłby z głodu bądź zamarzł zimą w trakcie przekraczania granicy. Ludzie radzili sobie na różne sposoby. Próbowali się ukrywać po nielegalnym przekroczeniu granicy. By mieć jakiekolwiek pieniądze handlowali takimi drobiazgami jak sznurówki, nici, agrafki, mydło czy perfumy. Ważny paszport był dla nich największym dobrem, skarbem, który dawał perspektywy na jakąkolwiek przyszłość.

    Oczywiście nie brakowało cwaniaków i oszustów, którzy okradali innych uchodźców bądź wyłudzali jałmużnę. Niektórzy opanowali grę w karty do tego stopnia (nie zawsze grając uczciwie), że udawało im się wygrywać sumy pozwalające na kilkudniową egzystencję. Bo czy to w ogóle jest życie,gdy człowiek nieustannie czuje strach, ucieka, jest ścigany jak najgorszy przestępca, choć nic nie zrobił?

"Nie mogę panu pomóc. Muszę pana skazać. Najmniejsza kara to dwa tygodnie więzienia. Tak mówi prawo. Musimy bronić naszego kraju przed zalewem uchodźców."

    Remarque w znakomity sposób obrazuje czytelnikowi życie uchodźców w międzywojniu. Jest to świat bezwzględny i okrutny ale też pełen życzliwości i dobroci. Możemy zaobserwować wśród nich upadek człowieka ale też prawdziwą namiętność czy przyjaźń.

    Kochaj bliźniego swego to nie tylko arcydzieło literatury, które wyszło spod pióra noblisty. To również wnikliwa analiza świata i ludzkich charakterów, jakże aktualna w dzisiejszych czasach, gdy Europę zalewa fala uchodźców z Syrii.

    Mówi się, że ulubieńców nie powinno się chwalić, ale jak tu nie polecać tak świetnej literatury?

wtorek, 29 grudnia 2015

Kilka słów o Przebudzeniu mocy

Źródło.

    Był rok 1999, miałam wówczas 6 lat. Tata przyniósł do domu trzy tajemnicze kasety VHS z wypożyczalni i powiedział, że ma dla mnie bardzo ważną niespodziankę. Nazwa "Gwiezdne wojny" nic mi wówczas nie mówiła. Po odpowiednim nastawieniu wideo, usiedliśmy na kanapie w oczekiwaniu na seans. Okazało się, że film jest z napisami, a ja byłam jeszcze zbyt mała, żeby za nimi nadążyć. Z pomocą oczywiście przyszedł tata, który cierpliwie przez cały film czytał mi wszystkie kwestie. Tak zaczęła się moja przygoda z gwiezdnymi wojnami. 

    Obejrzeliśmy starą trylogię, ponieważ do kin właśnie wchodziło Mroczne widmo, na które tata koniecznie chciał iść. Szczeciński Pionier, najdłużej działające kino na świecie, miał fotele ustawione na jednej płaszczyźnie. Musieliśmy zatem wziąć ze sobą fotelik samochodowy, żebym cokolwiek widziała. Pamiętam, że siedziałam oczarowana z buźką rozciągniętą w szczerym uśmiechu. Kolejne dwie części nowej trylogii też oglądałam w kinie z tatą.

    Obecnie mamy rok 2015, rozpoczęła się kolejna, trzecia przygoda, z sagą Star Wars. J.J. Abrams tworzy właśnie nową trylogię, której pierwszą odsłonę większość z nas, fanów, zapewne zdołała już zobaczyć. Stara, kultowa już trylogia jest zdecydowanie najlepsza. Nowa trylogia to źle zagrany film dla dzieciaków, który bardziej śmieszy widza, niż zachwyca. Jak zatem zapowiada się nowa trylogia, którą wstępnie możemy ocenić po obejrzeniu Przebudzenia mocy?

    Wielu fanów zarzuca Abramsowi to, że odgrzał starego kotleta. Ale kochani, moim zdaniem ten kotlet zawsze będzie smaczny, niezależnie od tego, ile razy się go odgrzeje. Mam za to inne zastrzeżenia. Moim zdaniem bohaterowie zostali spłaszczeni, niewystarczająco rozwinięci. BB-8 może i jest słodki, ale nie ima się do uwielbianego przez wielu charakternego R2-D2. Rey jest bardzo sympatyczna, ale przez większość filmu ma się po prostu ochotę ją przytulić. Przebudzenie mocy jest znacznie lepsze od nowej trylogii, jednakże póki co, słabsze od starej. Poczekamy, zobaczymy. Zdecydowanie nie przekreślam trylogii Abramsa. Mimo pewnych niedociągnięć film oglądało się bardzo dobrze. Głównie ze względu na efekty specjalne, w których Abrams jest mistrzem. Nie będę ukrywać, na napisach początkowych zakręciła mi się łezka w oku.

    Pech chciał, że Przebudzenie mocy widziałam w 3D. Nie przepadam za seansami w trójwymiarze, ponieważ mam problem z łapaniem ostrości (no i umówmy się, nakładanie okularów na okulary nie jest zbyt wygodne). Miałam wrażenie, że film jest za ciemny. Dajcie mi koniecznie znać, czy w wersji 2D jest tak samo! Jestem ogromnie ciekawa, jaka nazwa ukuje się dla trylogii Abramsa skoro mamy już starą i nową trylogię. Może macie jakieś propozycje? 

piątek, 25 grudnia 2015

Święta, błyskotki i światełka


    Już za chwilkę, już za momencik będzie po świętach. Został nam tylko jeden dzień. Niedługo sylwester, święto trzech króli i karnawał. Bardzo lubię ten okres w roku. Zewsząd atakują mnie wówczas mieniące się stroje i światełka, które uwielbiam. No i najważniejszy punkt roku, FAJERWERKI! Choć mieszkam w Szczecinie i w tym roku nie mogłam nacieszyć się śniegiem (ciągle mam naiwną nadzieję, że jednak spadnie!), jako sroka (osoba uwielbiająca świecidełka i błyszczące obiekty) mogę przynajmniej podziwiać pokazy pirotechniczne więcej niż raz w roku (dzięki festiwalowi Pyromagic). 

    Jak już wspomniałąm jestem sroką, uwielbiam wszystko, co świeci i błyszczy. Biżuteria z kryształkami od Swarovskiego to przecież najpiękniejsza rzecz na świecie! Szczególnie lubię świeczki, niekoniecznie zapachowe. Po prostu w długie jesienne i zimowe wieczory zapalam kilka świec na parapecie, które tworzą ten niepowtarzalny, wręcz magiczny nastrój. 

    Pod choinką w tym roku znalazłam książkę! Aż się zdziwiłam bo rodzina zazwyczaj nie robi mi książkowych prezentów, chyba się boją, że zdublują albo, że dana pozycja nie przypadnie mi do gustu. Mikołaj przyniósł mi powieść Mateusza Lamberga, Mennica. Nie ukrywam jestem bardzo ciekawa tej książki. Powoli wkręcam się w kryminały, więc cieszę się zawsze, gdy jakiś wpadnie mi w łapki.




    Może ktoś z Was czytał już Mennicę i mógłby mi coś o niej powiedzieć? A może chcielibyście polecić mi jakiś kryminał, powieść sensacyjną bądź thriller?  Jestem kompletnie zielona w tych gatunkach a chętnie się z nimi w końcu zapoznam. 
Ściskam Was wszystkich serdecznie!



Nie tylko ja tęsknię za śniegiem :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Podsumowanie, świąteczne prezenty i wyzwania

    Okres świąteczny zbliża się wielkimi krokami, śniegu w Szczecinie nadal brak, a rok w zatrważająco szybkim tempie zbliża się ku końcowi. Rachunek sumienia lubię robić przed świętami, żeby do stołu usiąść z czystym sumieniem i głową. Dzisiejszy wpis został podzielony na trzy sekcje: podsumowanie, kwestię świątecznych prezentów i wyzwania na kolejny rok. 

I Podsumowanie

    Rok 2015 był pierwszym, w którym wzięłam udział w wyzwaniu "Przeczytam 52 książki w 2015 roku". Powiem Wam kochani, że w styczniu byłam przerażona! Nigdy nie liczyłam ani nie spisywałam dokładnie,     co, kiedy i w jakich ilościach przeczytałam. Liczba 52 książek w roku, po jednej na tydzień mnie przeraziła. Mijały tygodnie, potem miesiące i okazało się, że nie taki diabeł straszny! 
    Na chwilę obecną w 2015 roku przeczytałam 65 książek i 41 komiksów. Jestem w trakcie czytania jednej książki, w planach mam jeszcze dwa komiksy. Może uda mi się przeczytać coś jeszcze, z pewnością spróbuję! Byłoby pięknie, gdyby udało mi się przeczytać jeszcze jedną książkę, a suma na koniec roku wyniosłaby 110. 110 zdecydowanie brzmi lepiej niż 109!
    Próbowałam też podjąć wyzwanie, które nakładało na mnie 30 zadań. Nie udało mi się wypełnić tylko trzech:
  • Autor mający te same inicjały, co czytelnik
  • Książka z co najmniej dwoma autorami
  • Książka w języki angielskim
Wzięłam również udział w zimowej edycji BookathonPL, podczas której przeczytałam trzy książki, wypełniając jednocześnie pięć z siedmiu wyzwań. 

Pierwsza książka przeczytana przeze mnie w 2015 roku.

II Świąteczne prezenty


    To segment odrobinę niecodzienny. Normalnym jest, że blogerzy czy vlogerzy podpowiadają nam teraz,     jaki prezent moglibyśmy kupić/dać/zrobić dla bliskiej nam osoby. Ja chciałabym poruszyć kwestię nieco inną, jednakże nadal dotyczącą prezentów.
    Uwielbiam dawać prezenty ale niekoniecznie lubię je dostawać. Zawsze czuję się skrępowana, kiedy ktoś z mojego otoczenia daje mi coś więcej niż czekoladę. Dlaczego? Oczywiście przez czynnik finansowy. Sama zaś wpadam w totalny szał wydawania pieniędzy (chyba powinno się mnie przykuwać do kaloryfera w okresie przedświątecznym) i rozdawania prezentów. Ale ale, w tym szaleństwie nie zapominam o sobie. 
   Właśnie kwestię samonagradzania chciałabym poruszyć. Moim zdaniem jest to dobra rzecz. Bo kiedy mamy sami siebie rozpieszczać i kupować coś, na co cały rok szkoda nam było wydać pieniądze albo po prostu było wiele innych, bardziej kuszących, czy potrzebnych wydatków, jak nie teraz?

Ponieważ w grudniu wypadają moje imieniny, a i pod choinką wypadałoby coś sobie położyć, prezenty są dwa.
Świąteczne wydanie epikboxa (wspaniała rzecz!) i Trylogia Nordycka Marcina Mortki,
który jest moim osobistym odkryciem tego roku.

III Zadania, wyzwania i wskazówki 


   Pierwszym wyzwaniem/zadaniem/akacją z jaką się zmierzę, będzie moja własna inicjatywa. Pierwsza książka, jaką przeczytam w 2016 roku, będzie książką mojego ulubionego autora. Wyzwanie jest bardzo proste, w styczniu sięgamy po dowolną książkę naszego ulubieńca/ulubieńców/ulubienicy. Jeśli mamy takich kilku/kilkoro/kilka po kolei czytamy po jednej.
    W moim przypadku będzie to Erich Maria Remarque i Neil Gaiman. Serdecznie zapraszam Was do podjęcia zabawy i informowania mnie o waszych wyborach/postępach na instagramie poprzez hasztag #zaczynamrok


    Oczywiście ponownie podejmuję się wyzwania polegającego na przeczytaniu 52 książek w roku. Tym razem obiecałam sobie, że na Facebookowej stronie wydarzenia będę zamieszczać zdjęcie lub krótką notkę po każdej przeczytanej książce czy komiksie. Trzymajcie koniecznie za mnie kciuki!

Link do wyzwania: https://www.facebook.com/events/315561018642822/

    Kolejnym wyzwaniem, które zdecydowałam się podjąć jest fantastyczna inicjatywa Mariki z bloga Po Książkach Mam Kaca. Jest to wyzwanie idealne dla mnie, ponieważ nałogowo kupuję i przygarniam książki, które później w niektórych przypadkach wręcz latami, czekają na przeczytanie. 

Link do wyzwania: https://www.facebook.com/events/1530370353952798/

Jeśli znacie jakieś inne fajne wyzwanie książkowe, napiszcie mi o nim koniecznie w komentarzu!